Zagłada Żydów to jedno z najbardziej haniebnych zdarzeń w dziejach całej historii ludzkości. Nawet po osiemdziesięciu latach trudno opisać słowami te przerażające wydarzenia, tę próbę mordu na tak ogromną skalę trudno zrozumieć. Na szczęście istnieli ludzie, którzy pozostawili nam świadectwo okrutnych niemieckich zbrodni i dehumanizacji milionów.

Zagłada ukazana w dziełach spisanych przez ludzi, którzy przeżyli Holocaust przybiera obraz osobisty, tym bardziej wstrząsający i przerażający im bliższy opisującemu. Czytając pamiętnik “Przeminęło z ogniem” Noemi Szac - Wajnkranc, odważnej kobiety, czujnej obserwatorki, dostrzegamy jej trafne i celne słowo, wnikliwe i wyczerpujące opisy.

Noemi Szac była córką zamożnej rodziny żydowskiej mieszkającej w Warszawie. Majątek, który zgromadzili, był efektem ich ciężkiej i uczciwej pracy. Noemi była dobrą, empatyczną, honorową kobietą. Kochała ludzi. Jej pamiętnik to kalejdoskop straszliwych wydarzeń, nie mających równych sobie w historii ludzkiego cierpienia, dokument zagłady Żydów polskich przez Niemców. To relacja, która żyjącym współcześnie pokazuje piekło wojny.

Już początkowy rozdział “Ghetto - przeprowadzka” jest wstrząsającym obrazem “zdeptanego gniazda ludzkiego”. Szacowie byli zmuszeni zamienić z Polakami swoje duże mieszkanie na małe i skromne, znajdujące się na przeznaczonym dla nich terenie.

Czytając kolejne rozdziały, dowiadujemy się jak wyglądały pierwsze tygodnie pobytu w getcie. Ludzie, zamknięci niczym w klatce okolonej drutami, tracili kontakt ze swoimi warsztatami pracy, mieszczącymi się poza gettem, a wraz z tym źródła dochodu i swoje mienie.

Noemi Szac widzimy również w pierwszym okresie głodu w getcie. Obserwujemy jej wewnętrzną walkę, kiedy jako urzędniczka wydziału aprowizacyjnego gminy żydowskiej, bierze kilka bonów żywnościowych dla swoich najbliższych, którzy głodowali. Getto było miejscem pozbawionym odpowiedniej ilości racji żywnościowych. Wstrząsające są opisy choroby głodowej. Ludzie umierali, z głodu konały całe rodziny. Ludzie konali na ulicy, w swoich mieszkaniach…
Dzięki relacji Noemi Szac poznajemy strach, głód, przygnębiającą atmosferę, ludzkie tragedie, niewyobrażalne cierpienie małych, niewinnych dzieci, np. w rozdziale “Zosia”.
“Nie płacz mamusiu, może właśnie tak powinno było się stać. Lepiej przecież, że mi oczy zabrali, niżby mnie mieli zamordować. Będę po wojnie jeździć z miasta do miasta, z państwa do państwa i będę wszystkim opowiadać, jak nas niemcy męczyli, aby każdy zrozumiał, jak trzeba mścić się na hitlerowcach, a kiedy zdejmę opaskę z oczu nikomu nie będzie żal niemieckich dzieci…”
Widzimy konkretne ofiary, a nie liczby. Trudno zapanować nad emocjami, łzy płyną po twarzy…

Po wielu prześladowaniach i morderstwach na warszawskich Żydach, dokonywanych przez Niemców, czara goryczy przelała się. 19 kwietnia 1943 roku wybucha powstanie w getcie warszawskim. Powstańcy nie mieli już nadziei na zwycięstwo. Kierowała nimi tylko chęć odwetu na Niemcach, zadania wrogowi jak największych strat. Przede wszystkim wybierali bohaterską śmierć z bronią w ręku, błogosławili śmierć w walce z wrogiem. Chcieli pomścić swoich bliskich, poczuć się człowiekiem, a nie bezbronnym prowadzonym na rzeź zwierzęciem. Wobec perspektywy nieuchronnej zagłady nie chcieli ginąć biernie. Nie ustawali w boju, walczyli do końca w obronie honoru i godności.
“Nie będę pisać, jaki bój był krwawy i okrutny, nie mogę już pisać o tych strasznych nocach i jeszcze straszniejszych dniach, nie mogę i nie chcę pisać. Nie chcę, żeby nie wzbudzić w was litości, bo my nie byliśmy nieszczęśliwi, przeciwnie, dla nas było to szczęściem najwyższym, dla nas nie istniał strach, ani ból. Czy możecie porównać taką śmierć ze śmiercią w komorze gazowej?”

To trudne do opisania, ale kiedy zobaczyli niemiecką krew przelewającą się na ulicach Warszawy, po tym jak wiele żydowskiej krwi i łez wcześniej płynęło ulicami miasta, poczuli wielką ulgę.

Chociaż najcięższe walki trwały tylko przez kilka dni, mieszkańcy getta dzielnie stawiali opór przez miesiąc. Nie mogąc go złamać, Niemcy postanowili spalić wszystkie budynki w “dzielnicy zamkniętej”.
“Po świecie szło echo: ghetto warszawskie bije się już dwa miesiące, a niemcy tracą tam bez skutku broń, tanki, ludzi, wstyd… i oto niemcy postanawiają z nami skończyć inaczej, bo walka uczciwa, walka oko w oko, nawet taka walka ze słabszymi jest jeszcze, jak dla nich, zbyt bohaterska. Po co walczyć, kiedy można nas spalić.”
Porównanie palącego się getta do płonącego Rzymu pokazuje rozmiar tej niewyobrażalnej tragedii.
“Straszna, straszna myśl, a jeszcze straszniejsze wykonanie. Piekło i djabli. Raz już tak było. Palące się miasto i Cezar grający na harfie. Przejmowało nas to zgrozą, ale wtedy ludzie mieli dokąd uciekać. My byliśmy bez wody, bez możliwości opuszczenia palącego się getta. Nie mówię o jednostkach.”

Po 80 latach serce pęka z żalu i litości. Mnóstwo pytań pojawia się w głowie, a jedno powtarza się ciągle: Dlaczego człowiek człowiekowi zgotował ten los???

Dzięki tym wspomnieniom zyskujemy możliwość, żeby lepiej zrozumieć i nie pozwolić, aby kiedykolwiek powtórzył się podobny dramat, piekło na ziemi, gorsze niż wszystko, co człowiek może sobie wyobrazić.
Trudno czytając pamiętnik pozbyć się skojarzeń z tym, co dzieje się od 24.02.2022 za wschodnią granicą…




Uwaga: Pisownia cytatów zachowuje oryginalną ortografię, co szczególnie istotne wydaje się w przypadku zapisu małą literą nazw własnych związanych z okupantem. (Zapis ten można interpretować jako wyraz stosunku autorki do opisywanych grup i osób).